Wokół Tłustego Czwartku narosła jednak atmosfera wyścigu: kto więcej, kto szybciej, kto taniej. W marketach pojawiają się całe góry pączków – po kilka złotych za sztukę, często z długim składem i tłuszczem, który z tradycją ma niewiele wspólnego.
A przecież dawniej ten dzień był świętem – symbolicznym zakończeniem karnawału. Pączek był czymś wyjątkowym, smażonym na dobrym tłuszczu, z prawdziwą konfiturą, jedzony w gronie bliskich. To był rytuał, nie produkcja taśmowa.
Jeden dobry zamiast czterech byle jakich. Jako dietetyk często powtarzam: organizm naprawdę zapamiętuje czuje jakość bardziej niż sądzimy. Dobry pączek to krótki, czytelny skład i smak, który daje satysfakcję po pierwszym kęsie. Taki pączek je się wolniej. Czuje się jego zapach, strukturę, delikatność ciasta i słodycz nadzienia. I nagle okazuje się, że jeden w zupełności wystarczy. Bo sytość to nie tylko kwestia kalorii. To także kwestia przyjemności i uważności.
A może zamiast kupować karton pączków „na zapas”, zrobić z tego małe święto? Spacer do dobrej kawiarni. Spotkanie z przyjaciółką? Rozmowa z mamą? Śmiech z dzieckiem przy stole po powrocie do domu?
Pączek zjedzony przy stoliku, z filiżanką kawy czy herbaty, smakuje zupełnie inaczej niż ten jedzony w biegu nad zlewem lub w drodze na przystanek. I nagle okazuje się, że Tłusty Czwartek to nie jest tylko tłusty. Jedzenie od święta, w dobrej jakości i dobrym towarzystwie, nie burzy zdrowego stylu życia. Wręcz przeciwnie – wpisuje się w niego naturalnie.
I tego właśnie – dobrego, prawdziwego pączka i jeszcze lepszego towarzystwa – Ci życzę.
Dietetyk Katarzyna Mraczek

Napisz komentarz
Komentarze