Tradycja odpustu sięga głębokiego średniowiecza. Choć pierwsza pisemna wzmianka o nim pochodzi z zapisek legata papieskiego z 1596 roku, historycy są przekonani, że zwyczaj ten jest znacznie starszy.
Nazwa pochodzi od biblijnej wsi Emaus, do której udali się uczniowie Jezusa po jego zmartwychwstaniu. W dawnej Europie istniał zwyczaj odwiedzania w drugi dzień świąt kościołów położonych poza murami miasta, co miało symbolizować tę właśnie wędrówkę. Krakowskie Norbertanki, których klasztor leżał wówczas „pod miastem”, stały się naturalnym celem takich pielgrzymek.
Choć dziś Emaus kojarzy się nierozerwalnie z ulicą Kościuszki i klasztorem sióstr Norbertanek na Salwatorze, warto wiedzieć, że w dawnym Krakowie istniały inne, mniejsze „emausy” (np. przy kościele św. Sebastiana). Jednak to właśnie ten salwatorski, dzięki malowniczemu położeniu u zbiegu Wisły i Rudawy, zyskał największą popularność i jako jedyny przetrwał próbę czasu w tak imponującej formie.
Lokalizacja ta nie była przypadkowa – spacer z centrum Krakowa nad brzeg Wisły był dla mieszczan idealną formą wiosennej rekreacji po ciężkim, świątecznym jedzeniu.
Odpust ewoluował przez stulecia, zmieniając swoje oblicze wraz z nastrojami epoki:
- Wiek XIX i początek XX: To był „złoty wiek” Emausu. Na błoniach pod klasztorem rozstawiano budy z piernikami, zabawkami i słynnymi figurkami żydowskich muzyków i uczonych (tzw. "żydki"), które rzeźbiono w drewnie. Kupowano je „na szczęście”. Popularne były też „drzewka życia” – gałązki z zatkniętymi nań ptaszkami, symbolizujące budzącą się przyrodę.
- Czasy PRL: Odpust stał się jedną z niewielu legalnych okazji do masowych zgromadzeń o podłożu religijno-ludowym. Choć próbowano go laicyzować, krakowianie pozostali wierni tradycji. To wtedy na stoiskach zaczęły dominować plastikowe zabawki, pistolety na wodę i wata cukrowa.
- Współczesność: Dziś Emaus zmaga się z wyzwaniem zachowania tożsamości. W pewnym momencie odpust zalała fala "chińszczyzny". Aby ratować tradycję, miasto Kraków oraz Muzeum Krakowa zaczęły promować powrót do korzeni – organizowane są konkursy na najpiękniejsze drzewko emausowe, a rzemieślnicy starają się przywracać dawne, drewniane zabawki.
Mimo upływu lat, pewne elementy pozostają niezmienne:
- Dzwon Zygmunta: Jego bicie wciąż wita pielgrzymów.
- Serca z piernika: Obowiązkowy prezent dla bliskich.
- Tłumy: Niezależnie od pogody, przejście ulicą Kościuszki w poniedziałkowe południe graniczy z cudem.
Emaus to dowód na to, że krakowianie kochają swoje tradycje nawet wtedy, gdy pachną one fryturą i plastikiem. To dzień, w którym powaga klasztornych murów spotyka się z radosnym gwarem jarmarku, przypominając nam, że po zimie zawsze przychodzi życie.

Napisz komentarz
Komentarze