Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
NEWSY :
Reklama
Reklama

Awantura na drodze do Morskiego Oka. Policja usuwała protestujących DIOZ [FOTO]

Sobota na drodze do Morskiego Oka przyniosła kolejną odsłonę ostrego konfliktu wokół transportu konnego. Na szlaku pojawili się działacze Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, którzy próbowali zablokować przejazd fasiągów. Gdy nie zastosowali się do wezwań policji, funkcjonariusze przystąpili do ich usuwania z jezdni. Doszło do przepychanek i krzyków. W tym samym czasie na miejsce przyjechali mieszkańcy Podhala, którzy stanęli po stronie fiakrów. Emocje sięgnęły zenitu, a lider DIOZ został zatrzymany i zakuty w kajdanki, choć policja podkreśliła, że zatrzymanie nie było związane z samą pikietą.
Podziel się
Oceń

Protest na środku drogi do Morskiego Oka

Sobotni protest na drodze prowadzącej do Morskiego Oka był kolejnym wydarzeniem w trwającym od dawna sporze o przyszłość transportu konnego w Tatrach. Na miejscu pojawiło się niespełna 20 osób związanych z DIOZ. Protestujący mieli transparenty, na których przekonywali, że konie wykorzystywane do transportu turystów są przemęczane, a po zakończeniu pracy trafiają do rzeźni.

Działacze zapowiadali swoją akcję już wcześniej w internecie, zachęcając osoby z całej Polski do przyjazdu na Podhale. Ostatecznie skala protestu okazała się znacznie mniejsza, niż można było oczekiwać po internetowych zapowiedziach. Organizatorzy zdecydowali się jednak na zdecydowaną formę protestu – wejście na drogę i próbę zatrzymania przejazdu wozów konnych.

Około godziny 9 protestujący stanęli w poprzek drogi. Kiedy fiakrzy zaczęli przygotowywać fasiągi do wyjazdu z turystami, część demonstrantów usiadła bezpośrednio na jezdni. Policjanci wielokrotnie wzywali ich do opuszczenia drogi i zaprzestania blokowania przejazdu. Wezwania nie przyniosły oczekiwanego skutku.

W konsekwencji funkcjonariusze rozpoczęli siłowe usuwanie protestujących z drogi. Doszło do szarpaniny, krzyków i przepychanek. Ostatecznie demonstranci zostali przeniesieni na pobocze, gdzie policja utworzyła kordon oddzielający ich od przejeżdżających pojazdów.

Policja usuwała protestujących. Doszło do przepychanek

Po usunięciu demonstrantów z jezdni funkcjonariusze rozpoczęli legitymowanie osób, które wcześniej nie zastosowały się do poleceń dotyczących odblokowania drogi. Jak przekazywała policja, również podczas tych czynności część uczestników protestu miała utrudniać funkcjonariuszom wykonywanie obowiązków.

Sytuacja była szczególnie napięta, ponieważ w tym samym miejscu znajdowali się zarówno przeciwnicy transportu konnego, jak i osoby, które przyjechały na szlak, aby poprzeć miejscowych fiakrów. Policjanci musieli więc zadbać nie tylko o przywrócenie przejezdności drogi, ale również o to, aby obie grupy nie weszły ze sobą w bezpośredni konflikt.

W praktyce oznaczało to utworzenie szczelnego kordonu pomiędzy protestującymi a kontrmanifestantami. Mundurowi pilnowali, aby wzajemne emocje i ostre słowa nie przerodziły się w fizyczną konfrontację.

Lider DIOZ został skuty kajdankami i przewieziony do Zakopanego

Jednym z najbardziej emocjonujących momentów sobotnich wydarzeń było zatrzymanie lidera DIOZ, Konrada Kuźmińskiego. Mężczyzna został skuty kajdankami, doprowadzony do radiowozu i przewieziony do Zakopanego.

Policja zaznaczyła jednak, że zatrzymanie nie było związane bezpośrednio z protestem na drodze do Morskiego Oka. Jak przekazywał rzecznik zakopiańskiej policji, czynności wobec mężczyzny dotyczyły ustalenia jego miejsca pobytu w sprawie prowadzonej przez inną jednostkę policji.

Po przeprowadzeniu czynności w zakopiańskiej komendzie Kuźmiński został zwolniony. Sam zainteresowany przedstawił później w mediach społecznościowych własną wersję wydarzeń i potwierdził, że czynności miały dotyczyć innego postępowania.

Na Podhale przyjechali przeciwnicy działań DIOZ

Po drugiej stronie konfliktu znaleźli się mieszkańcy Podhala. Według informacji policji w kontrmanifestacji uczestniczyło około 70 osób. Byli wśród nich zarówno osoby związane z końmi i transportem konnym, jak również mieszkańcy regionu, którzy nie zajmują się zawodowo przewozem turystów.

Ich obecność była wyraźnym sygnałem, że konflikt przestał być wyłącznie sporem pomiędzy organizacjami prozwierzęcymi a fiakrami. Coraz częściej staje się on również elementem szerszej dyskusji o tym, w jaki sposób osoby z zewnątrz ingerują w tradycje i sposób funkcjonowania Podhala.

Kontrmanifestanci bardzo ostro wypowiadali się o działalności DIOZ. Wśród pojawiających się określeń znalazły się między innymi zarzuty dotyczące „ekoterroryzmu”. Uczestnicy protestu przeciwko DIOZ przekonywali, że organizacja poprzez swoje działania uderza nie tylko w fiakrów z Morskiego Oka, ale również w innych mieszkańców regionu związanych z końmi.

– Mamy już tego DIOZu dość – mówili uczestnicy kontrmanifestacji, zarzucając organizacji eskalowanie konfliktu i obrażanie mieszkańców Podhala.

Jeden z dorożkarzy z Zakopanego podkreślał natomiast, że działania aktywistów zaczynają mieć wpływ na osoby, które nie mają nic wspólnego z transportem konnym do Morskiego Oka. W jego ocenie krytyka całej społeczności góralskiej jest niesprawiedliwa i wynika z braku znajomości lokalnych realiów.

Weterynarz sprawdzał konie przed wyjazdem

Podczas sobotnich wydarzeń szczególną uwagę zwracały konie przygotowywane do pracy na szlaku. Zwierzęta przed wyruszeniem w trasę sprawdzał Maciej Perzyna, lekarz weterynarii z Katedry Chorób Dużych Zwierząt z Kliniką Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Weterynarz oceniał ich stan jako dobry. Zwracał uwagę na prawidłowo rozwiniętą tkankę mięśniową i ogólną kondycję zwierząt. W jego ocenie konie, które zostały poddane oględzinom, były odpowiednio przygotowane do pracy.

– Konie są w doskonałym stanie utrzymania. Niektóre mają lekką nadwagę. Wszystkie mają dobrze wyrażoną tkankę mięśniową. Trzeba przyznać, że są to konie w dobrej kondycji do pracy – oceniał lekarz w rozmowie z Dziennikiem Polskim.

Maciej Perzyna został również zapytany, czy trasa prowadząca do Morskiego Oka jest dla koni zbyt trudna. Jego zdaniem sama droga, jej nawierzchnia oraz niewielki średni spadek powodują, że wysiłek zwierząt nie jest tak duży, jak przedstawiają to przeciwnicy transportu.

Weterynarz wskazywał również, że w ciągu około 30 lat nie odnotowano przypadku śmierci konia na tej trasie, której przyczyną byłoby przemęczenie. Przypomniał jednocześnie o kilku przypadkach śmierci zwierząt, podkreślając, że miały one inne przyczyny – między innymi problemy zdrowotne czy spłoszenie konia w związku z przelotem śmigłowca TOPR.

Główny Lekarz Weterynarii: większość koni przeszła badania

Ważnym elementem trwającego sporu pozostawały również kontrole weterynaryjne. Z przedstawionych informacji wynikało, że w 2026 roku spośród 282 koni wykorzystywanych przez fiakrów w zaprzęgach zaledwie dwa nie przeszły badań.

To właśnie takie dane były wykorzystywane przez stronę broniącą obecnego modelu transportu jako argument przeciwko twierdzeniom, że wszystkie konie pracujące na trasie są przemęczone i znajdują się w złym stanie.

Nie oznacza to jednak, że spór został zakończony. DIOZ oraz inne środowiska prozwierzęce konsekwentnie domagają się likwidacji transportu konnego, wskazując na dobrostan zwierząt. Strona reprezentująca fiakrów oraz część mieszkańców Podhala uważa natomiast, że całkowity zakaz byłby nieuzasadniony i uderzyłby w lokalną tradycję oraz źródła utrzymania wielu rodzin.

DIOZ zapowiada kolejne protesty

Sobotnia akcja nie oznaczała zakończenia protestów. Przedstawiciele środowisk prozwierzęcych zapowiedzieli kolejne działania. W planach znalazły się protesty w Warszawie, a następnie również działania w Brukseli przed Parlamentem Europejskim.

Aktywiści przekonywali, że ich protest został zgłoszony legalnie, a problemem miało być między innymi to, że nie otrzymali zgody na wyłączenie drogi z ruchu. Ich zdaniem brak takiej decyzji nie powinien oznaczać uniemożliwienia przeprowadzenia protestu w zaplanowanej formie.

Policja przyjęła jednak stanowisko, zgodnie z którym blokowanie drogi i utrudnianie przejazdu nie mogło być kontynuowane. W efekcie funkcjonariusze podjęli działania zmierzające do przywrócenia przejezdności szlaku.

Od września zmiany na trasie do Morskiego Oka

Istotną zmianą w całym sporze będzie program pilotażowy, który ma rozpocząć się 1 września. Zakłada on skrócenie trasy, po której będą poruszać się wozy konne. Fasiągi mają docierać jedynie do Wodogrzmotów Mickiewicza, co oznacza zmniejszenie pokonywanego dystansu o ponad połowę.

Rozwiązanie ma być kompromisem wypracowanym przez samorząd i Tatrzański Park Narodowy. Jego zwolennicy wskazują, że krótsza trasa oznacza mniejsze obciążenie dla koni, a jednocześnie pozwala zachować element tradycyjnego transportu konnego na Podhalu.

Dla środowisk domagających się całkowitego odejścia od transportu konnego jest to jednak rozwiązanie niewystarczające. DIOZ chce docelowo zastąpienia koni pojazdami elektrycznymi i całkowitego zakończenia wykorzystywania zwierząt do przewozu turystów.

Spór, który coraz bardziej dzieli Podhale

Sobotnie wydarzenia pokazały, jak bardzo konflikt wokół Morskiego Oka stał się emocjonalny. Z jednej strony znajdują się organizacje i aktywiści przekonujący, że transport konny powinien zostać zlikwidowany w trosce o dobrostan zwierząt. Z drugiej – fiakrzy, mieszkańcy Podhala oraz osoby wskazujące na wyniki kontroli weterynaryjnych i znaczenie koni dla lokalnej tradycji.

Największe kontrowersje budzi jednak sposób prowadzenia tego sporu. Próba fizycznego zablokowania drogi doprowadziła do interwencji policji, a obecność kontrmanifestantów dodatkowo zwiększyła napięcie. W pewnym momencie funkcjonariusze musieli oddzielić obie grupy, aby zapobiec bezpośredniemu starciu.

DIOZ jest organizacją, która od lat prowadzi bardzo agresywną medialnie kampanię dotyczącą ochrony zwierząt. Jej działania budzą skrajne emocje – jedni widzą w nich zdecydowaną walkę o prawa zwierząt, inni zarzucają organizacji eskalowanie konfliktów, ostre ataki słowne i stosowanie metod, które zamiast prowadzić do spokojnego dialogu, pogłębiają podziały. Sobotnie wydarzenia na drodze do Morskiego Oka po raz kolejny pokazały, że spór ten daleki jest od zakończenia.

Jedno jest pewne: od 1 września sytuacja na trasie ma się zmienić. Skrócenie trasy będzie próbą znalezienia kompromisu pomiędzy ochroną koni, bezpieczeństwem turystów, interesami fiakrów oraz zachowaniem charakterystycznego dla Podhala elementu tradycji. Czy rozwiązanie uspokoi konflikt? Wszystko wskazuje na to, że jeszcze długo będzie on budził ogromne emocje.

Więcej o autorze / autorach:

Napisz komentarz

Komentarze

WKRÓTCE W KINACH
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Dołącz do nas!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama