Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
NEWSY :
Reklama
Reklama

DIOZ zrywa rozmowy o Morskim Oku. Padły żądania likwidacji fasiągów

Spór o transport konny do Morskiego Oka ponownie mocno się zaostrzył. Podczas spotkania w Starostwie Powiatowym w Zakopanem przedstawiciele Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt ogłosili, że kończą dotychczasowy dialog i nie zamierzają akceptować kolejnych kompromisów. DIOZ domagał się całkowitego zakończenia przewozów konnych, zastąpienia fasiągów pojazdami elektrycznymi oraz zapewnienia koniom dożywotniej opieki. Aktywiści zażądali również dymisji minister klimatu i środowiska oraz dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego.
DIOZ zrywa rozmowy o Morskim Oku. Padły żądania likwidacji fasiągów

Autor: DIOZ

Podziel się
Oceń

„Czas negocjacji dobiegł końca”

Spotkanie, które odbyło się w Starostwie Powiatowym w Zakopanem, miało dotyczyć przyszłości transportu turystów na trasie do Morskiego Oka. W rozmowach uczestniczyli przedstawiciele władz powiatu oraz Tatrzańskiego Parku Narodowego, a po drugiej stronie zasiedli przedstawiciele Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Atmosfera wokół sprawy już wcześniej była bardzo napięta, jednak tym razem przedstawiciele organizacji jasno zakomunikowali, że nie zamierzają kontynuować rozmów w formule opartej na kompromisie.

DIOZ pojawił się w Zakopanem z transparentami, a przedstawiciele organizacji ogłosili, że – w ich ocenie – dotychczasowe rozmowy nie doprowadziły do rozwiązania problemu, który od lat dzieli mieszkańców Podhala, przewoźników, władze oraz organizacje zajmujące się ochroną zwierząt. Hasło „CZAS NEGOCJACJI DOBIEGŁ KOŃCA” stało się jednym z głównych komunikatów towarzyszących ich działaniom.

Organizacja zapowiedziała jednocześnie dalsze działania protestacyjne oraz kroki prawne. Oznaczało to, że konflikt dotyczący przyszłości transportu konnego do Morskiego Oka wszedł w kolejną, znacznie bardziej konfrontacyjną fazę.

DIOZ chce całkowitego zakazu transportu konnego

Najważniejszym postulatem organizacji było całkowite zakończenie przewozów konnych na drodze do Morskiego Oka. DIOZ nie zaakceptował więc rozwiązania zakładającego jedynie skrócenie trasy, po której konie miałyby wozić turystów.

To istotne, ponieważ wcześniejsze porozumienia zakładały właśnie model mieszany. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami konie miały pokonywać krótszy odcinek od Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza, natomiast dalszy transport miał być realizowany przy wykorzystaniu autobusów elektrycznych. Taki kierunek zmian był przedstawiany jako sposób na ograniczenie obciążenia zwierząt przy jednoczesnym zachowaniu części tradycyjnego transportu.

DIOZ oczekiwał jednak rozwiązania znacznie dalej idącego – całkowitej likwidacji transportu konnego. Organizacja argumentowała, że samo skrócenie trasy nie rozwiązuje problemu wykorzystywania koni do przewozu turystów.

Zamiast fasiągów – otwarte pojazdy elektryczne

Kolejnym postulatem było wprowadzenie na trasę do Morskiego Oka pojazdów elektrycznych. DIOZ nie proponował jednak wyłącznie klasycznych, zamkniętych autobusów. Aktywiści wskazywali na możliwość wykorzystania otwartych, stylizowanych pojazdów elektrycznych, które swoim wyglądem nawiązywałyby do tradycyjnych fasiągów.

Takie rozwiązanie miałoby – według przedstawicieli organizacji – pozwolić turystom nadal podziwiać krajobraz Tatr podczas przejazdu, ale bez wykorzystywania zwierząt. Pomysł wpisywał się w szerszy spór o to, jak powinna wyglądać przyszłość transportu na jednej z najbardziej obleganych tras turystycznych w polskich górach.

Elektryczne busy już pojawiały się na trasie. W maju 2025 roku uruchomiono cztery takie pojazdy, a ich zakup został sfinansowany ze środków publicznych. W 2026 roku Ministerstwo Klimatu i Środowiska deklarowało zakup kolejnych 16 pojazdów, jednocześnie podkreślając, że rozwój transportu elektrycznego nie oznacza automatycznie likwidacji przewozów konnych. 

DIOZ chce „emerytury” dla koni

Organizacja przedstawiła również postulat dotyczący koni, które obecnie pracują przy przewozie turystów. DIOZ chciał, aby zwierzęta zostały objęte dożywotnią opieką Tatrzańskiego Parku Narodowego i trafiły na tatrzańskie łąki.

W praktyce oznaczałoby to całkowite odejście od wykorzystywania tych zwierząt w transporcie turystycznym. Aktywiści wskazywali, że konie powinny po zakończeniu pracy otrzymać możliwość spokojnego życia bez dalszego wykorzystywania do przewozu ludzi.

Ten postulat również stanowił istotną różnicę pomiędzy stanowiskiem DIOZ a rozwiązaniami wypracowywanymi wcześniej przez przedstawicieli władz, TPN, samorządów i przewoźników. Dotychczasowe porozumienia zakładały bowiem ograniczenie pracy koni, a nie całkowite wycofanie ich z transportu.

Żądają dymisji minister i dyrektora TPN

DIOZ poszedł jeszcze dalej, domagając się zmian personalnych. Wśród postulatów znalazło się żądanie dymisji minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski oraz dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego Szymona Ziobrowskiego.

Nie jest to pierwszy raz, gdy przedstawiciele organizacji kierowali podobne żądania pod adresem osób odpowiedzialnych za politykę dotyczącą transportu do Morskiego Oka. Już wcześniej aktywiści krytykowali dyrektora TPN i wskazywali, że oczekiwali od niego bardziej zdecydowanych działań w sprawie koni.

DIOZ zapowiadał także wykorzystanie drogi prawnej. Organizacja chciała zaskarżać przepisy prawa miejscowego, a równocześnie zapowiadała kolejne protesty na trasie prowadzącej do Morskiego Oka.

Konflikt coraz bardziej dzieli Podhale

Spór o konie pracujące na trasie do Morskiego Oka trwa od lat i należy do najbardziej emocjonujących tematów dotyczących Tatr. Po jednej stronie znajdują się organizacje prozwierzęce, które domagają się całkowitego zakazu przewozów konnych. Po drugiej są przewoźnicy oraz osoby związane z lokalną społecznością, dla których transport konny jest zarówno źródłem utrzymania, jak i elementem tradycji oraz turystycznego charakteru regionu.

W ostatnich tygodniach konflikt wyraźnie się zaostrzył. DIOZ oraz inne organizacje zapowiadały kolejne protesty na Palenicy Białczańskiej. Podczas wcześniejszych działań dochodziło do prób blokowania przejazdu zaprzęgów, a policja była obecna na miejscu, aby nie dopuścić do eskalacji.

W lipcu aktywiści domagali się również dymisji dyrektora TPN. Przewoźnicy odpowiadali natomiast, że przedstawiane przez organizacje zarzuty są elementem emocjonalnej kampanii i zarzucali aktywistom manipulowanie przekazem.

Mocny język i wulgarne wpisy w internecie

Kontrowersje wzbudzał nie tylko sposób prowadzenia protestów, ale również język wykorzystywany w komunikacji internetowej. Na profilach związanych z DIOZ pojawiały się bardzo ostre, emocjonalne wpisy dotyczące przewoźników, władz oraz osób krytykujących stanowisko organizacji. Wskazywany przez redakcję materiał opublikowany na profilu DIOZ w serwisie Facebook był przykładem komunikacji, która wywoływała wśród odbiorców duże emocje.

Warto przy tym oddzielić samą krytykę transportu konnego od sposobu jej prezentowania. Organizacje społeczne mają prawo prowadzić protesty, przedstawiać swoje postulaty i krytykować decyzje władz. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy debata dotycząca dobrostanu zwierząt przeradza się w personalne ataki, wyzwiska czy język mający przede wszystkim eskalować konflikt. W ostatnich dniach również podczas spotkań dotyczących koni dochodziło do krzyków i wzajemnych oskarżeń.

Spór o przyszłość Morskiego Oka będzie trwał

Wszystko wskazywało na to, że konflikt wokół transportu konnego nie zakończy się wraz z ostatnim spotkaniem w Starostwie Powiatowym w Zakopanem. Przeciwnie – decyzja DIOZ o zakończeniu dotychczasowego dialogu i zapowiedź kolejnych protestów oznaczała rozpoczęcie następnego etapu sporu.

Jednocześnie władze publiczne kontynuowały przygotowania do zwiększenia udziału transportu elektrycznego. Ministerstwo Klimatu i Środowiska podkreślało, że jego celem było odciążenie koni i umożliwienie funkcjonowania przewozów konnych na krótszym odcinku, a nie natychmiastowa likwidacja całego transportu konnego.

Dla Podhala sprawa miała również wymiar społeczny i gospodarczy. Transport do Morskiego Oka był częścią funkcjonowania lokalnej branży turystycznej, a jego całkowita likwidacja oznaczałaby zmianę modelu pracy wielu osób. Z drugiej strony organizacje prozwierzęce przekonywały, że względy ekonomiczne i tradycja nie mogą być argumentem za dalszym wykorzystywaniem zwierząt.

Spór o Morskie Oko pozostawał więc nierozstrzygnięty. Jedno było pewne: po zakończeniu rozmów przez DIOZ emocje wokół koni, fasiągów i przyszłości transportu w Tatrach miały jeszcze długo nie opadać.


Napisz komentarz

Komentarze

Jerzy 27.08.2026 12:58
Trzy osoby z DIOZ chcą Górali pozbawić roboty. Pytanie z dlaczego Policja ochrania sfatygowną babę z DIOZ a nie Górali co przez swoją działalność płacą podatki w tym kraju. Ta bbeszczelna kobieta zbiera pieniądze a podatków nie płaci. Fajny biznes. Czy ktoś skontroluje DIOS i ich przepływy poeniężne. Dobrze się ustawiła.

Grochowska 21.08.2026 15:44
Tak popieram DIOZ zakończyć męczenia zwierząt

WKRÓTCE W KINACH
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Dołącz do nas!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama