Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
NEWSY :
Reklama
Reklama

Strażak OSP Radziszów dwa razy ruszył na pomoc. „Strażakiem się jest” [ZDJĘCIA]

To był wyjątkowo intensywny dzień dla druha Jerzego Kłępy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Radziszowie. W poniedziałek, 24 sierpnia, podczas porannej drogi do pracy był świadkiem wypadku na autostradzie A4 w rejonie węzła wielickiego. Bez chwili wahania zatrzymał samochód, wyciągnął poszkodowanego kierowcę z pojazdu i udzielił mu kwalifikowanej pierwszej pomocy. Kilka godzin później, już podczas powrotu do domu, zauważył czarny dym unoszący się nad lasem w Jurczycach. Okazało się, że ktoś podpalił pozostawione w lesie opony. Strażak wrócił po gaśnicę i ugasił ogień, zanim sytuacja mogła przerodzić się w znacznie poważniejsze zagrożenie.
Podziel się
Oceń

Rano wypadek na autostradzie A4

Poniedziałek dla druha Jerzego Kłępy rozpoczął się jak każdy inny dzień pracy. Przed godziną 6 rano jechał autostradą A4 w kierunku Rzeszowa, gdy w rejonie węzła wielickiego zauważył wypadek drogowy. Widok rozbitego pojazdu i poszkodowanego kierowcy sprawił, że natychmiast podjął decyzję o zatrzymaniu się i udzieleniu pomocy. Jako strażak ochotnik miał wiedzę oraz doświadczenie, które w takiej sytuacji mogły okazać się kluczowe.

Jak relacjonował druh, szczególnym zagrożeniem był silny wyciek paliwa z uszkodzonego samochodu. W takich warunkach pozostawienie poszkodowanego wewnątrz pojazdu mogło wiązać się z dodatkowym ryzykiem. Dlatego Jerzy Kłępa wyciągnął kierowcę z samochodu i przemieścił go w bezpieczne miejsce. Następnie sprawdził jego funkcje życiowe i stan ogólny, a później zabezpieczył mężczyznę do czasu przyjazdu zespołu ratownictwa medycznego.

Dla strażaka była to sytuacja, w której trzeba było działać szybko, ale jednocześnie zachować spokój i właściwie ocenić zagrożenie. Jak podkreślał, również osoba posiadająca doświadczenie ratownicze może w takich chwilach zastanawiać się, czy wszystko robi właściwie. Najważniejsze pozostaje jednak podjęcie działania i niedopuszczenie do sytuacji, w której osoba poszkodowana pozostaje bez jakiejkolwiek pomocy.

„Nie zawahał się ani chwili”

Postawę swojego druha doceniła Ochotnicza Straż Pożarna w Radziszowie. Jednostka podkreśliła, że Jerzy Kłępa podczas porannego zdarzenia wykorzystał swoje umiejętności, aby pomóc drugiemu człowiekowi.

„Nie zawahał się ani chwili — zatrzymał się, wyciągnął poszkodowanego kierowcę z samochodu w bezpieczne miejsce i udzielił kwalifikowanej pierwszej pomocy” – relacjonowała OSP Radziszów, podkreślając, że druh zachował zimną krew i wykorzystał wiedzę zdobytą podczas służby.

Sam strażak zwrócił jednak uwagę na jeszcze jeden problem. Jego zdaniem świadkowie wypadków często obawiają się udzielania pomocy, ponieważ nie mają doświadczenia albo nie wiedzą, jak prawidłowo zachować się w takiej sytuacji. Tymczasem nawet pozornie proste działania mogą mieć ogromne znaczenie dla osoby poszkodowanej.

„Najgorsze jest pozostawić kogoś bez pomocy”

Jerzy Kłępa zaapelował, aby nie przechodzić obojętnie obok osób potrzebujących pomocy. Jak zaznaczył, brak doświadczenia nie powinien być powodem do całkowitego zaniechania działania. W razie wątpliwości można skontaktować się ze służbami ratunkowymi, które telefonicznie mogą przekazywać instrukcje dotyczące właściwego postępowania.

Strażak zwrócił również uwagę na zachowanie kierowców i innych świadków zdarzeń drogowych. Jego zdaniem wciąż zdarzają się sytuacje, w których ludzie zatrzymują się przede wszystkim po to, aby obserwować zdarzenie lub zrobić zdjęcia, zamiast sprawdzić, czy ktoś potrzebuje pomocy. Tymczasem w przypadku wypadku każda minuta może mieć znaczenie.

W pierwszej kolejności należy zadbać o własne bezpieczeństwo i odpowiednio zabezpieczyć miejsce zdarzenia. Następnie trzeba wezwać odpowiednie służby i – jeśli sytuacja tego wymaga – rozpocząć udzielanie pomocy poszkodowanym. Warto przy tym konkretnie poprosić inne osoby o wykonanie określonych czynności, na przykład o telefon pod numer alarmowy czy pomoc w zabezpieczeniu miejsca.

Kolejna interwencja. Tym razem w lesie

Na tym jednak nietypowy dzień druha Jerzego Kłępy się nie skończył. Po zakończeniu pracy wrócił do domu. W pewnym momencie, przebywając w ogrodzie, zauważył nad pobliskim lasem kłęby czarnego dymu. Widok wzbudził jego niepokój, dlatego postanowił sprawdzić, co się dzieje.

Gdy dotarł w okolice zagajnika w Jurczycach, odkrył źródło zadymienia. W lesie znajdowały się opony, które zostały tam przyniesione i podpalone. Ogień nie był jeszcze duży, ale jego lokalizacja powodowała realne zagrożenie. Wystarczył silniejszy podmuch wiatru, aby płomienie mogły przenieść się na znajdującą się w pobliżu roślinność i doprowadzić do rozwoju pożaru.

Druh wrócił więc po gaśnicę i przystąpił do gaszenia palących się opon. Ostatecznie udało mu się ugasić ogień. O zdarzeniu poinformowane zostały również odpowiednie służby, które miały zająć się ustaleniem okoliczności oraz ewentualnych sprawców podpalenia.

„Wystarczyłby jeden podmuch wiatru”

Strażak nie krył oburzenia tym, że ktoś zdecydował się pozostawić opony w lesie i je podpalić. Jak zaznaczył, takie zachowanie mogło doprowadzić do znacznie poważniejszych konsekwencji.

„Brak słów na taką głupotę. Wystarczyłby jeden podmuch wiatru i mielibyśmy pożar lasu” – podkreślał Jerzy Kłępa, apelując jednocześnie o rozsądek i zwracanie uwagi szczególnie na młodych ludzi, którzy mogą nie zdawać sobie sprawy z konsekwencji zabawy ogniem.

W przypadku pożaru w lesie zagrożenie może bardzo szybko wymknąć się spod kontroli. Sucha roślinność, wiatr i wysoka temperatura mogą sprawić, że niewielkie ognisko w krótkim czasie zamieni się w rozległy pożar. Dodatkowym problemem jest fakt, że palenie opon powoduje powstawanie szkodliwego dymu, a pozostawione w lesie odpady stanowią zagrożenie również dla środowiska.

„Strażakiem jest, a nie bywa”

Ochotnicza Straż Pożarna w Radziszowie podkreśliła, że poniedziałkowe wydarzenia były kolejnym przykładem zaangażowania jej druha. W ciągu jednego dnia Jerzy Kłępa dwukrotnie znalazł się w sytuacji wymagającej reakcji – najpierw pomógł ofierze wypadku drogowego, a później ugasił pożar w pobliżu lasu.

Obie sytuacje wydarzyły się poza formalnymi działaniami jednostki. Druh nie był wówczas na służbie ani nie uczestniczył w akcji jako członek zastępu OSP. Zareagował jednak tak, jak nauczyły go tego lata działalności w straży – dostrzegł zagrożenie i zdecydował się pomóc.

„To kolejny przykład na to, że strażakiem jest, a nie bywa” – podsumowała OSP Radziszów.

Historia druha Jerzego Kłępy pokazuje również, że zasady bezpieczeństwa i udzielania pierwszej pomocy nie powinny być traktowane wyłącznie jako wiedza potrzebna podczas służby. Wypadek może wydarzyć się w każdej chwili i w każdym miejscu, a przypadkowy świadek może być pierwszą osobą, która będzie w stanie pomóc poszkodowanemu. Najważniejsze jest więc, aby nie bać się reagować, zadzwonić po pomoc i – w miarę swoich możliwości – zrobić wszystko, aby osoba poszkodowana nie została pozostawiona sama sobie.

Więcej o autorze / autorach:

Napisz komentarz

Komentarze

WKRÓTCE W KINACH
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Dołącz do nas!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama