Kiedy myślimy o teatrze zaangażowanym, przed oczami staje nam często obraz pełen patosu, ciężki od martyrologii i dosłowności politycznego manifestu. Krakowski Teatr Barakah, znany ze swojej odwagi i bezkompromisowości, po raz kolejny przełamuje ten schemat. Spektakl „Moja miłość” w reżyserii Macieja Gorczyńskiego to dzieło, które zamiast rzucać w widza oskarżeniami, zaprasza do głębokiego, intymnego i zaskakująco lekkiego eseju teatralnego.
O czym tak naprawdę opowiada ta sztuka i co czyni ją tak unikalnym punktem na mapie współczesnego polskiego teatru?
Punktem wyjścia dla twórców stała się dramatyczna i opresyjna rzeczywistość społeczności queer w Republice Białorusi. W obliczu radykalnych ustaw zakazujących jakiejkolwiek symboliki czy ekspresji związanej z LGBT+, tożsamość i miłość stają się tam aktem politycznego oporu, zagrożonym więzieniem.
Jednak „Moja miłość” nie jest klasycznym reportażem ani teatrem dokumentalnym. To uniwersalna opowieść o przedziwnym, toksycznym tańcu nienawiści i fascynacji między dyktaturą a jednostką. Twórcy analizują mechanizm, w którym totalitarna władza – uosobiona przez powracające widmo dyktatora – panicznie boi się wolności, niezależności ciał i autentyczności. Tytułowa „Moja miłość” nie odnosi się wyłącznie do konkretnej pary kochanków; staje się metaforą przestrzeni wolności, którą każdy z nas (niezależnie od tożsamości) próbuje ocalić przed zakusami systemu.
Największym atutem przedstawienia jest całkowite odrzucenie narracji ofiary. Twórcy manifestują coś, co nazywają „siłą słabych”. Osoby queer nie są tu pokazywane przez pryzmat bezbronnego cierpienia, lecz niezłomności. Co niezwykle odświeżające, tą siłą okazuje się... poczucie humoru. Spektakl, mimo porażającego tła politycznego, bywa autentycznie zabawny, ironiczny i zdystansowany. Groza dyktatury zostaje rozbrojona śmiechem i absurdem, co czyni przekaz znacznie mocniejszym, niż zrobiłby to czysty krzyk rozpaczy.
Unikalność spektaklu dotyka także sfery osobistej i realnego bezpieczeństwa. Twórcy pochodzący z Białorusi – występujący na scenie jako Jerzy Duszewski i Adam Krepski – posługują się pseudonimami z obawy przed represjami w swoim kraju. Ta świadomość radykalnie zmienia odbiór dzieła. Widz nie ogląda jedynie fikcji literackiej; obcuje z żywym, pulsującym doświadczeniem ludzi, dla których teatr na krakowskim Kazimierzu jest schronieniem, a zarazem jedyną dostępną formą buntu.
W warstwie formalnej reżyser Maciej Gorczyński ucieka od linearnej fabuły na rzecz formy teatralnego eseju. Świetna muzyka na żywo w wykonaniu Piotra Korzeniaka oraz hipnotyzujące, momentami stroboskopowe multimedia i reżyseria światła Iwony Bandzarewicz budują transowy, intymny klimat. Scena staje się miejscem dyskusji, gdzie osobiste wyznania mieszają się z analizą ideologii „russkiego miru” i pytaniem: czy widmo autorytarnej opieki nie kusi przypadkiem współczesnego, zagubionego społeczeństwa?
„Moja miłość” w Teatrze Barakah to spektakl, który zostaje w głowie na długo po wyjściu z sali przy Paulińskiej. Udowadnia, że najskuteczniejszą bronią przeciwko autorytarnej przemocy bywa niezależność myślenia, czułość i bezczelny, wyzwalający uśmiech. To teatr odważny, mądry i szalenie potrzebny, potrafiący mówić o sprawach fundamentalnych bez nadęcia.

Napisz komentarz
Komentarze