Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
NEWSY :
Reklama
Reklama

Skandaliczny wpis byłego radnego: Łukasz Wantuch segreguje ludzi i marzy o „mycie” za wjazd

Podczas gdy pod Wawelem wrze w związku z wprowadzeniem Strefy Czystego Transportu, były radny Łukasz Wantuch postanowił wlać kolejną porcję paliwa do ognia społecznego konfliktu. W opublikowanym w piątek, 9 stycznia 2026 roku wpisie w mediach społecznościowych, polityk zaprezentował wizję miasta, która dla wielu komentatorów jest jawnym przykładem segregacji mieszkańców i skrajnej hipokryzji. Wantuch wprost dzieli ludzi na „Krakusów” i „nie-Krakusów”, uzależniając prawo do swobodnego poruszania się po stolicy Małopolski nie od troski o jakość powietrza, lecz od miejsca odprowadzania podatku PIT.
Strefa Czystego Transportu, Łukasz Wantuch, na sygnale, SCT, Kraków, Strada czystego transportu w Krakowie, ograniczenia, Konstytucja RP

Autor: Blade Runners SCT Kraków/FB Łukasz Wantuch

Podziel się
Oceń

Ekologia jako listek figowy: szczere wyznanie o walce ze „złomem”

Najbardziej uderzającym fragmentem wywodu byłego radnego jest niemal całkowite odrzucenie argumentacji ekologicznej, która stanowi oficjalny fundament uchwały o SCT. Łukasz Wantuch bez ogródek przyznaje, że popiera strefę z zupełnie innych powodów niż dbałość o płuca krakowian, wprost nazywając uchwałę narzędziem do ograniczenia wjazdu sporej grupie „złomów” z podkrakowskich miejscowości. Wykazuje się przy tym zaskakującą niekonsekwencją, chwaląc fakt, że uchwała wyłącza mieszkańców Krakowa bez względu na wiek ich samochodu. 

Tym samym polityk de facto przyznaje, że „krakowskie” spaliny ze starych silników są akceptowalne, podczas gdy te same spaliny pochodzące z aut mieszkańców Skawiny czy Wieliczki stają się niedopuszczalne. Ta retoryka całkowicie obnaża fasadowość ekologicznych haseł, którymi dotychczas szafowano w debacie publicznej.

Podatkowa definicja obywatela: segregacja według Łukasza Wantucha

Wizja byłego radnego idzie jednak znacznie dalej, wprowadzając nowatorską i mocno kontrowersyjną definicję mieszkańca. Według Wantucha o tym, czy ktoś jest „Krakusem”, nie decyduje fakt zamieszkiwania przy ulicy Floriańskiej czy Karmelickiej, lecz deklaracja podatkowa. W swojej interpretacji polityk uznaje za mieszkańca kogoś, kto żyje w Zielonkach, o ile zasila budżet Krakowa swoim PIT-em, jednocześnie odmawiając miana krakowianina osobie faktycznie mieszkającej w centrum miasta, która z różnych przyczyn rozlicza się w innym urzędzie. 

Ta materialistyczna segregacja prowadzi do absurdalnych wniosków, w których prawo do czystego powietrza lub swobodnego wjazdu do miasta staje się przywilejem kupionym za przelew podatkowy, a nie prawem wynikającym z zamieszkania czy przestrzegania norm emisyjnych.

Hipokryzja w cieniu Londynu: od dbania o klimat do „myta” i lęku

Szczytem hipokryzji w wystąpieniu byłego radnego jest propozycja wprowadzenia powszechnego „myta” na wzór londyński oraz rozszerzenia strefy płatnego parkowania na cały funkcjonalny obszar miasta. Wantuch z jednej strony bagatelizuje „płaczliwe historie” lekarzy z obwarzanka, którym każe po prostu zmienić miejsce płacenia podatków, a z drugiej strony skarży się dziennikarzom na strach przed pobiciem podczas planowanej kontrmanifestacji poparcia dla SCT. 

Wyrażana przez niego obawa o własne bezpieczeństwo kontrastuje z arogancją, z jaką wypowiada się o tysiącach ludzi codziennie wjeżdżających do Krakowa, by budować jego PKB jako pracownicy, specjaliści czy klienci. Sugestia, że ćwierć miliona samochodów spoza miasta to „obłęd”, którego nie należy tolerować, całkowicie pomija fakt, że to właśnie te osoby napędzają krakowską gospodarkę, od której stabilności Wantuch uzależnia swoją definicję krakowskości.

Zaproszenie pod ZDMK: konfrontacja zamiast dialogu

Felietonowy ton wpisu byłego radnego kończy się bojowym zawołaniem do spotkania pod siedzibą Zarządu Dróg Miasta Krakowa w sobotę, 10 stycznia. Łukasz Wantuch, deklarując, że „nie da się kierować strachem”, jednocześnie podsyca podziały społeczne, które sam wykreował swoim podziałem na „lepszych” podatników i „gorszych” przyjezdnych. 

Jego postawa pokazuje głęboki kryzys w komunikacji na linii samorząd–obywatel, gdzie merytoryczne argumenty o ochronie zdrowia zostają zastąpione przez twardą, niemal feudalną retorykę przywilejów zależnych od daniny. Sobotnie wydarzenia będą nie tylko testem dla SCT, ale także sprawdzianem tego, jak krakowianie zareagują na tak jawną próbę segregacji i lekceważenia realnych problemów komunikacyjnych całego regionu.

Więcej o autorze / autorach:

Napisz komentarz

Komentarze

Franek 10.01.2026 15:44
Ten błazen zapomina, że ci przyjezdni pracują w Krakowie rozwijając znajdujące się w mieście firmy a turyści zostawiają pieniądze i wspierają lokalny biznes. Kto takiego jełopa wgle wybiera do czegokolwiek?

WKRÓTCE W KINACH
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Dołącz do nas!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama