Intensyfikacja prac porządkowych budzi szczególne kontrowersje, gdy spojrzy się na niedawną przeszłość tych konkretnych nośników informacji. To właśnie te słupy, dziś nazywane „nielegalnymi” i usuwane z wielką pompą, służyły jeszcze nie tak dawno jako fundament kampanii wyborczej samego Aleksandra Miszalskiego, będąc oblepionymi jego wizerunkiem od góry do dołu. Trudno nie odnieść wrażenia rażącej hipokryzji, gdy te same konstrukcje, które pomagały obecnemu prezydentowi w zdobyciu mandatu, są teraz eliminowane z przestrzeni publicznej pod pretekstem walki z chaosem wizualnym, co wielu mieszkańców postrzega jako próbę zatarcia śladów po agresywnej i wątpliwej prawnie kampanii.
Selektywne usuwanie słupów jako element politycznej strategii obronnej
Nagły zapał urzędników ZDMK do egzekwowania uchwały krajobrazowej zbiega się w czasie z momentem największego kryzysu wizerunkowego obecnej administracji. Pod wnioskiem o referendum odwoławcze zebrano ponad 134 tysięcy podpisów, co niemal gwarantuje przeprowadzenie głosowania, w którym krakowianie ocenią rządy Miszalskiego. W tym świetle masowe wycinanie słupów, które kojarzą się z wyborczymi obietnicami i wszechobecną twarzą kandydata Koalicji Obywatelskiej, wygląda na desperacką próbę poprawy notowań poprzez demonstrację skuteczności, przy jednoczesnym pozbywaniu się nośników, które mogłyby zostać wykorzystane przez opozycję w nadchodzącej kampanii referendalnej.
Krytycy wytykają prezydentowi, że przez lata te same słupy nie stanowiły zagrożenia dla bezpieczeństwa ruchu ani nie szpeciły miasta w stopniu wymagającym tak radykalnych cięć. Dopiero widmo utraty stanowiska sprawiło, że miasto zaczęło przykładać „dużą wagę” do wspólniej przestrzeni, ignorując fakt, że procesy legalizacyjne, o których wspomina ZDMK, mogły zostać przeprowadzone znacznie wcześniej, bez konieczności fizycznej likwidacji setek obiektów. Taka wybiórczość działań sprawia, że walka o ład przestrzenny staje się w oczach obywateli jedynie zasłoną dymną dla czysto politycznych kalkulacji i lęku przed demokratyczną weryfikacją przy urnach.
Przyszłość krakowskiej reklamy pod znakiem cyfryzacji i kontroli
Mimo politycznego tła, Zarząd Dróg Miasta Krakowa kontynuuje realizację wytycznych, planując usunięcie kolejnych siedmiu obiektów i wdrożenie nowoczesnych narzędzi nadzoru. Miasto zapowiada wprowadzenie specjalnego systemu informatycznego, który ma umożliwić błyskawiczną weryfikację legalności każdego nośnika, co teoretycznie ma zapobiec powrotowi reklamowej samowolki. Opracowywany zbiór „dobrych praktyk” ma być nowym dekalogiem dla firm reklamowych, określającym precyzyjnie, gdzie i na jakich zasadach mogą pojawiać się przyszłe słupy ogłoszeniowe, których obecnie w legalnym obiegu pozostaje około 400.
Jednak nawet najbardziej zaawansowane narzędzia informatyczne nie uciszą głosów oburzenia dotyczących marnotrawstwa dotychczasowej infrastruktury oraz braku transparentności w decyzjach o tym, który słup zostaje, a który znika. Rozmowy z firmami prowadzącymi działalność reklamową, które według urzędników skutkują legalizacją części obiektów, odbywają się bez szerszego udziału opinii publicznej, co rodzi podejrzenia o arbitralność wyroków zapadających w urzędowych gabinetach. W atmosferze narastającego napięcia przedreferendalnego, każda usunięta tablica staje się symbolem napięcia między deklarowaną troską o miasto a realną walką o polityczne przetrwanie w cieniu Pałacu Wielopolskich.






![Nocny pożar w Nowej Hucie. Czujka dymu zapobiegła tragedii na ul. Wyciąskiej [ZDJĘCIA] OSP Przylasek Rusiecki, pożar w nowej hucie, Nowa Huta, Kraków, ulica wyciąska w Krakowie, nocny pożar w nowej hucie](https://static2.mjakmalopolska.pl/data/articles/sm-4x3-nocny-pozar-w-nowej-hucie-czujka-dymu-zapobiegla-tragedii-na-ul-wyciaskiej-zdjecia-1773200453.png)

Napisz komentarz
Komentarze