Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
NEWSY :
Reklama

Awantura o konie w Tatrach. Minister Paulina Hennig-Kloska uspokoiła Górali

Wirtualna Polska zapytała minister klimatu i środowiska Paulinę Hennig-Kloskę o przyszłość transportu konnego na trasie do Morskiego Oka. Wcześniejsza wypowiedź polityczki o „wycofaniu koni z Morskiego Oka” wywołała na Podhalu duże emocje i obawy, że obowiązujące od 1 września nowe zasady przewozu turystów zostaną ponownie zmienione. Minister zapewniła jednak, że porozumienie zawarte z góralami pozostaje aktualne, a ona sama nie planuje kolejnych zmian na trasie.
Źródło: Wirtualna Polska
Awantura o konie w Tatrach. Minister Paulina Hennig-Kloska uspokoiła Górali
Podziel się
Oceń

Jedno zdanie wywołało burzę na Podhalu

Spór o przyszłość koni pracujących przy przewozie turystów do Morskiego Oka ponownie rozgorzał po wypowiedzi Pauliny Hennig-Kloski w Radiu Zet. W czwartek 2 września minister klimatu i środowiska była gościem programu nadawanego na żywo. W pewnym momencie rozmowa zeszła na kwestie związane z Tatrami i transportem konnym na jednym z najbardziej popularnych szlaków w regionie.

Zapytana o konie wykorzystywane do przewozu turystów, minister powiedziała, że jej celem będzie mediowanie na Podhalu i połączenie oczekiwań społecznych z interesami mieszkańców, a także doprowadzenie do wycofania koni z trasy do Morskiego Oka. Wypowiedź została odebrana przez część mieszkańców Podhala jako zapowiedź odejścia od ustaleń, które zostały wypracowane wcześniej pomiędzy ministerstwem, Tatrzańskim Parkiem Narodowym, samorządem oraz przedstawicielami górali.

Słowa minister wywołały szczególne emocje dlatego, że zaledwie kilka dni wcześniej na trasie zaczęły obowiązywać nowe zasady transportu konnego. Dla wozaków oznaczały one istotne ograniczenie zakresu działalności, natomiast dla turystów zmianę sposobu dotarcia w rejon Morskiego Oka.

Porozumienie zakładało pozostawienie koni na części trasy

Aby zrozumieć skalę obecnych emocji, trzeba cofnąć się do marca 2025 roku. Wówczas w zakopiańskiej siedzibie Tatrzańskiego Parku Narodowego odbyła się konferencja prasowa z udziałem minister Pauliny Hennig-Kloski, dyrektora TPN Szymona Ziobrowskiego, starosty tatrzańskiego Andrzeja Skupnia oraz przedstawiciela górali zajmujących się przewozem turystów na trasie do Morskiego Oka.

Wówczas przedstawiono założenia zmian, które miały doprowadzić do ograniczenia obciążenia koni pracujących na popularnym szlaku. Zgodnie z przyjętymi rozwiązaniami ciężkie wozy, na których jednocześnie mogło podróżować kilkanaście osób, miały zostać zastąpione lżejszymi pojazdami. Jednocześnie zakres pracy koni miał zostać ograniczony do pierwszych 2,5 kilometra trasy, czyli od Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza.

Dalsza część drogi miała być pokonywana przez turystów pieszo albo z wykorzystaniem transportu elektrycznego. Za organizację i obsługę elektrycznych autobusów miał odpowiadać Tatrzański Park Narodowy. Przyjęte rozwiązanie miało być kompromisem pomiędzy postulatami dotyczącymi ochrony zwierząt a stanowiskiem górali, dla których przewóz turystów stanowi źródło dochodu.

Nowe zasady zaczęły obowiązywać od 1 września

Wprowadzenie uzgodnionych zmian zajęło kilkanaście miesięcy. Ostatecznie nowe zasady zaczęły obowiązywać 1 września 2026 roku. Oznaczało to początek funkcjonowania transportu konnego według nowych, znacznie bardziej ograniczonych zasad.

Zmiany od początku spotkały się jednak z krytyką z różnych stron. Wozacy zwracali uwagę przede wszystkim na kwestie ekonomiczne. Skrócenie trasy oznaczało dla nich mniejsze przychody, a jednocześnie część kosztów związanych z prowadzeniem działalności pozostała. W rezultacie pojawiły się pytania o to, czy praca na nowych zasadach będzie dla nich nadal opłacalna.

Niezadowolenie pojawiło się także wśród części turystów. Osoby, które przyjeżdżają w rejon Palenicy Białczańskiej, muszą liczyć się z tym, że transport konny nie zawiezie ich tak daleko jak wcześniej. Dla osób starszych, chorych czy mających problemy z poruszaniem się przejście pozostałego odcinka może stanowić poważne wyzwanie.

Nowe rozwiązania krytykują także obrońcy zwierząt

Co istotne, obecne rozwiązanie nie zakończyło również sporu ze środowiskami zajmującymi się ochroną zwierząt. Część organizacji i aktywistów uważa bowiem, że pozostawienie koni nawet na skróconym odcinku trasy nie jest wystarczającym rozwiązaniem.

Transport konny w obecnej formie określany jest przez krytyków jako rozwiązanie przejściowe. Zwolennicy całkowitego wycofania koni z trasy do Morskiego Oka zapowiadają dalsze działania i protesty. W ostatnich dniach manifestacje odbywały się nie tylko na Podhalu, ale również w Warszawie, przed siedzibą Ministerstwa Klimatu i Środowiska.

Właśnie w okresie nasilającego się sporu padły słowa minister Hennig-Kloski o mediowaniu w sprawie wycofania koni. Na Podhalu zostały one odebrane jako sygnał, że wcześniejsze ustalenia mogą zostać zakwestionowane.

Górale obawiali się kolejnej zmiany stanowiska

Podhalańscy samorządowcy w rozmowach z Wirtualną Polską starali się jednak tonować emocje. Starosta tatrzański Andrzej Skupień określił wypowiedź minister jako lapsus i przypominał, że to właśnie Paulina Hennig-Kloska uczestniczyła w wypracowywaniu porozumienia zakładającego pozostawienie transportu konnego na skróconym odcinku.

Według przedstawicieli strony samorządowej trudno było więc zakładać, że zaledwie kilka dni po rozpoczęciu funkcjonowania nowych zasad ministerstwo zamierzałoby ponownie zmieniać przyjęte rozwiązania. Jednocześnie na Podhalu pojawiały się głosy, że ewentualne dalsze ograniczenia mogłyby doprowadzić do bardzo poważnego konfliktu pomiędzy stroną rządową a góralami.

Wśród części przedstawicieli lokalnej społeczności pojawiały się również zdecydowane deklaracje dotyczące obrony możliwości prowadzenia transportu konnego. Argumentowano przy tym, że obecne zasady zostały wcześniej wspólnie wypracowane i powinny być respektowane.

TPN nie ma informacji o zmianie ustaleń

Do sprawy odniósł się również dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego Szymon Ziobrowski. Podkreślił, że nie chce interpretować wypowiedzi minister i wskazywać, co dokładnie miała ona na myśli. Jednocześnie zaznaczył, że TPN działa na podstawie dotychczasowych ustaleń.

Obecnie obowiązujący model zakłada pozostawienie transportu konnego na skróconym odcinku pomiędzy Palenicą Białczańską a Wodogrzmotami Mickiewicza oraz rozwijanie transportu elektrycznego. Park ma przyglądać się funkcjonowaniu przyjętego rozwiązania i efektom pilotażu.

Na moment publikacji materiału TPN nie posiadał informacji o zmianie tych ustaleń. Oznaczało to, że transport konny na skróconym odcinku miał nadal funkcjonować zgodnie z przyjętymi wcześniej zasadami.

Minister wyjaśniła swoje stanowisko

Ostatecznie Wirtualna Polska zwróciła się bezpośrednio do Pauliny Hennig-Kloski z pytaniem, czy jej wypowiedź w Radiu Zet oznacza zamiar całkowitego wycofania koni z Tatr oraz czy zawarte wcześniej porozumienie obowiązuje jedynie przez określony czas.

Odpowiedź minister nadeszła po dwóch dniach. Hennig-Kloska zapewniła, że porozumienie nie ma określonego terminu obowiązywania. Jednocześnie zadeklarowała, że nie ma planów dalszych zmian na trasie do Morskiego Oka.

Tym samym minister uspokoiła stronę podhalańską i dała do zrozumienia, że obowiązujący od 1 września model transportu pozostaje aktualny. Oznacza to, że konie nadal będą wykorzystywane na skróconym odcinku trasy, zgodnie z wcześniej wypracowanymi zasadami.

Spór jednak prawdopodobnie szybko się nie zakończy

Choć deklaracja minister uspokoiła część obaw, nie oznacza ona końca dyskusji o przyszłości transportu konnego w Tatrach. Z jednej strony znajdują się górale, dla których przewóz turystów jest elementem działalności zawodowej i tradycji regionu. Z drugiej strony są organizacje zajmujące się ochroną zwierząt, które domagają się całkowitego wycofania koni z trasy.

Dodatkowym problemem może okazać się ekonomiczna strona nowych regulacji. Nawet jeśli transport konny formalnie pozostanie na trasie, skrócenie odcinka, na którym pracują konie, może spowodować, że część wozaków zrezygnuje z działalności, uznając ją za nieopłacalną.

W najbliższych miesiącach kluczowe będzie więc to, jak w praktyce sprawdzi się nowy model. Znaczenie będą miały zarówno wyniki pilotażu, sytuacja ekonomiczna wozaków, opinie turystów, jak i stanowisko organizacji zajmujących się ochroną zwierząt. Na razie jedno pozostaje jasne: zgodnie z deklaracją Pauliny Hennig-Kloski konie na trasie do Morskiego Oka pozostają, a wcześniej zawarte porozumienie nadal obowiązuje.

Więcej o autorze / autorach:

Napisz komentarz

Komentarze

WKRÓTCE W KINACH
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Dołącz do nas!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama