Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
NEWSY :
Reklama
Reklama
Reklama

Dwa promile i wypadek na finał. 17-latek pomylił hulajnogę z barem w Smykowie

W niedzielne popołudnie w miejscowości Smyków doszło do niecodziennego, choć niezwykle groźnego pokazu braku wyobraźni z udziałem 17-letniego "pilota" hulajnogi elektrycznej. Młody mieszkaniec powiatu dąbrowskiego postanowił przetestować prawa fizyki oraz cierpliwość lokalnych służb, ruszając w trasę z wynikiem ponad 2 promili alkoholu w organizmie, co szybko zaowocowało bliskim spotkaniem z twardą nawierzchnią jezdni. Choć kaskaderski popis zakończył się wizytą w szpitalu, nastolatek miał sporo szczęścia – jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, czego nie można powiedzieć o jego reputacji, która teraz przejdzie gruntowny test przed obliczem wymiaru sprawiedliwości.
Smyków, powiat dąbrowski, Dąbrowa Tarnowska, wypadek na hulajnodze elektrycznej, pijany 17-latek na hulajnodze elektrycznej, 17-latek w szpitalu, 2 promile alkoholu

Autor: KPP Dąbrowa Tarnowska

Podziel się
Oceń

Niedzielna kaskaderka w Smykowie, czyli jak przegrać z grawitacją

Zdarzenie miało miejsce 1 marca 2026 roku około godziny 13:10, czyli w porze, gdy większość obywateli celebruje niedzielny rosół, a nie próbuje ustanowić rekordy w kategorii „najbardziej chwiejny rajd przez wieś”. 17-latek, wyposażony w napęd elektryczny i potężną dawkę „odwagi” w płynie, stracił panowanie nad swoim dwukołowym rydwanem, co poskutkowało efektownym, choć bolesnym upadkiem na pas ruchu. Siły natury okazały się bezlitosne dla nietrzeźwego kierowcy, który zamiast do celu, dotarł prosto na twardy asfalt, zmuszając postronnych świadków do natychmiastowego wezwania służb ratunkowych.

Przybyli na miejsce funkcjonariusze policji, zamiast gratulacji za odważny styl jazdy, przygotowali dla nastolatka test alkomatem, który stał się gwoździem do trumny jego niedzielnej wycieczki. Urządzenie bezlitośnie wskazało ponad 2 promile alkoholu, co sugeruje, że młody człowiek bardziej niż na przepisach ruchu drogowego, skupił się na testowaniu pojemności swojego organizmu. Takie stężenie alkoholu sprawia, że nawet chodzenie po prostej linii staje się wyzwaniem godnym olimpijczyka, a próba balansowania na wąskim podeście hulajnogi elektrycznej przy prędkości kilkunastu kilometrów na godzinę była z góry skazana na spektakularną porażkę.

Od asfaltowego pocałunku po białe korytarze i salony sądowe

Po bliskim kontakcie z infrastrukturą drogową, młody amator ekstremalnych wrażeń został przetransportowany do szpitala, gdzie lekarze mieli okazję zająć się jego powypadkową "biżuterią" w postaci otarć i potłuczeń. Na szczęście dla bohatera tego zamieszania, opatrzność czuwała nad nim bardziej niż on sam nad kierownicą, ponieważ badania diagnostyczne wykluczyły urazy zagrażające życiu, co pozwala uznać go za szczęściarza w skali pecha, którego sam sobie zgotował. Po opatrzeniu ran i odzyskaniu pełnej jasności umysłu, nastolatek będzie mógł jednak zapomnieć o sielankowej rekonwalescencji, gdyż czeka go teraz seria znacznie mniej przyjemnych spotkań z organami ścigania.

Policja już zapowiedziała, że 17-latek za swoją nieodpowiedzialną eskapadę odpowie przed sądem, co w przypadku osób niepełnoletnich wiąże się z wizytą w wydziale rodzinnym i nieletnich. Zamiast cieszyć się nadchodzącą wiosną, młody mieszkaniec powiatu dąbrowskiego będzie musiał przygotować bardzo przekonujące argumenty, które wyjaśnią sędziemu, dlaczego uznał hulajnogę za odpowiedni środek transportu po spożyciu dawki alkoholu godnej weselnego gościa. Kara może być dotkliwa, nie tylko finansowo, ale przede wszystkim wizerunkowo, stając się bolesną lekcją na temat tego, że wolność poruszania się kończy się tam, gdzie zaczyna się skrajna brawura i brak rozsądku.

Hulajnoga elektryczna to nie bar mobilny ani dziecięca zabawka

Status prawny hulajnogi elektrycznej w Polsce jest jasny: to pojazd, a nie rekwizyt do kręcenia zabawnych filmików do sieci, a jego użytkownik jest pełnoprawnym uczestnikiem ruchu drogowego ze wszystkimi tego konsekwencjami. Wsiadanie na taki sprzęt po alkoholu jest równie mądre, co próba gaszenia pożaru benzyną – ryzyko jest ogromne, a konsekwencje uderzają nie tylko w kierującego, ale mogą zrujnować życie przypadkowym przechodniom. Smykowski incydent powinien być przestrogą dla wszystkich, którzy uważają, że małe kółka i brak karoserii zwalniają z obowiązku zachowania trzeźwości i elementarnej przyzwoitości na drodze.

Specjaliści od bezpieczeństwa ruchu drogowego przypominają, że hulajnogi, ze względu na swoją konstrukcję i wysoką środek ciężkości, są wyjątkowo czułe na każdy błąd operatora, a co dopiero takiego, którego percepcja jest tłumiona przez dwa promile „paliwa”. Każdy, kto decyduje się na podobny krok, musi liczyć się z tym, że policja nie będzie stosować taryfy ulgowej, a walka z „pijanymi hulajnogistami” stała się jednym z priorytetów służb porządkowych w całym kraju. Pamiętajmy, że droga to nie poligon doświadczalny dla domorosłych kaskaderów, a bezpieczeństwo jest wartością, której nie warto wymieniać na chwilę złudnej, procentowej euforii.

Więcej o autorze / autorach:

Napisz komentarz

Komentarze

WKRÓTCE W KINACH
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Dołącz do nas!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama