Gdy deszcz ustaje, zaczynają się pytania
W Rabce-Zdroju mówi się o tym od dawna. Wystarczy kilka godzin intensywnych opadów, aby temat zanieczyszczeń w potoku Słonka ponownie powrócił do publicznej debaty. Tak było również w poniedziałkowe przedpołudnie, gdy nad uzdrowiskiem przeszła gwałtowna burza. Wzburzony nurt potoku szybko przyciągnął uwagę mieszkańców. W wodzie pojawiła się nietypowa piana, a w powietrzu unosił się odór, który trudno pomylić z czymkolwiek innym.
Dla wielu osób nie był to jednak żaden szok. Raczej kolejny rozdział historii, która – jak podkreślają mieszkańcy – trwa od lat. Historii o zgłoszeniach, telefonach do instytucji i poczuciu bezradności wobec problemu, który regularnie daje o sobie znać po większych opadach deszczu.
Potok w centrum uzdrowiska
Sprawa budzi szczególne emocje nie tylko ze względu na sam charakter zanieczyszczeń. Słonka nie jest bowiem anonimowym górskim ciekiem wodnym ukrytym z dala od ludzi. To potok o długości nieco ponad siedmiu kilometrów, który bierze swój początek na zboczach Barda w Gorcach, a następnie przepływa przez ścisłe centrum Rabki-Zdroju – miejscowości od dziesięcioleci kojarzonej z leczeniem chorób układu oddechowego, rehabilitacją oraz wypoczynkiem w czystym, górskim klimacie.
To właśnie ten kontrast najbardziej uderza mieszkańców. Z jednej strony status uzdrowiska i promocja walorów zdrowotnych regionu, z drugiej skargi na fetor pojawiający się po intensywnych opadach. Dla osób spacerujących deptakami, parkami i okolicami centrum miasta jest to problem trudny do przeoczenia.
„Mieszkańcy i turyści nie powinni tego znosić”
Mieszkańcy pobliskich posesji nie ukrywają frustracji. Jak podkreślają, problem był wielokrotnie zgłaszany różnym instytucjom, jednak ich zdaniem sytuacja nie ulega poprawie.
– Ta sytuacja powtarza się od wielu lat. Zgłaszaliśmy ją policji, straży miejskiej, Wodom Polskim i urzędowi miasta. Mimo to problem wciąż wraca. Trudno zrozumieć, dlaczego mieszkańcy i turyści mają znosić odór oraz skutki zanieczyszczeń trafiających do potoku. To nie powinno mieć miejsca w uzdrowisku – mówi mieszkanka ulicy Poniatowskiego.
W podobnym tonie wypowiadają się osoby przyjeżdżające do Rabki na leczenie i wypoczynek. Dla wielu kuracjuszy zetknięcie się z takim widokiem i zapachem jest co najmniej zaskakujące.
„Przyjechałem po zdrowie, a nie po zapach gnojowicy”
Jednym z nich jest kuracjusz z Krakowa, który przebywa obecnie w Rabce-Zdroju na leczeniu sanatoryjnym po przebytych problemach kardiologicznych.
– Przyjechałem tutaj, aby odzyskać zdrowie po poważnych problemach z sercem. Tymczasem podczas spacerów w centrum uzdrowiska muszę mierzyć się z odorem przypominającym gnojowicę. Trudno pogodzić taki obraz z miejscem, które od lat promuje się jako przestrzeń służąca zdrowiu i regeneracji. Jeśli problem rzeczywiście powraca regularnie, powinien zostać raz na zawsze wyjaśniony – podkreśla.
Jego słowa dobrze oddają nastroje części mieszkańców i odwiedzających miasto gości. W ich ocenie problem nie dotyczy już wyłącznie estetyki czy komfortu spacerowania, lecz także wizerunku miejscowości, która od pokoleń budowała swoją markę jako jedno z najważniejszych uzdrowisk w Małopolsce.
Nie tylko lokalny problem
W dyskusji o stanie potoku pojawia się jeszcze jeden istotny wątek. Słonka jest prawym dopływem Raby, a ta z kolei zasila Jezioro Dobczyckie. To właśnie tam znajduje się jedno z najważniejszych ujęć wody pitnej dla aglomeracji krakowskiej.
Choć ewentualny wpływ lokalnych zanieczyszczeń na jakość wody wymagałby szczegółowych badań i analiz prowadzonych przez odpowiednie służby, sam fakt hydrologicznego połączenia tych cieków sprawia, że mieszkańcy zwracają uwagę na potrzebę dokładnego monitorowania sytuacji. Ich zdaniem problem nie powinien być bagatelizowany, zwłaszcza jeśli powtarza się po kolejnych intensywnych opadach.
Uzdrowisko nie może przyzwyczajać się do takich obrazów
Historia Słonki jest przykładem problemu, który wraca regularnie, lecz wciąż pozostaje nierozwiązany. Każda kolejna burza przynosi nie tylko wzburzoną wodę, ale również pytania o skuteczność kontroli, stan gospodarki ściekowej i odpowiedzialność za ewentualne zanieczyszczenia trafiające do potoku.
W mieście żyjącym z turystyki, lecznictwa uzdrowiskowego i reputacji miejsca przyjaznego zdrowiu, podobne sytuacje wywołują szczególnie duże emocje. Mieszkańcy oczekują przede wszystkim jednego – aby po następnej ulewie nie musieli po raz kolejny zadawać tych samych pytań. Bo w uzdrowisku zapach górskiego powietrza powinien wygrywać z każdym innym.
Napisz komentarz
Komentarze