Przed meczem podkreślano, że Górnik Łęczna odzyskał wysoką formę, czego najlepszym dowodem była ich niedawna, przekonująca wygrana 3:0 nad czołowym zespołem bieżącego sezonu – Pogonią Grodzisk Mazowiecki. Takie zestawienie sił zapowiadało trudną przeprawę dla Wisły, co znalazło odzwierciedlenie w przebiegu pierwszej połowy poniedziałkowego starcia.
Ofensywna dominacja Wisły i błyskawiczny kontratak Górnika
Od pierwszego gwizdka sędziego Wisła Kraków narzuciła rywalom bardzo trudne warunki, zmuszając zespół z Łęcznej do głębokiej defensywy. Krakowianie zdominowali środkową strefę boiska i niemal nie opuszczali połowy przeciwnika, co skutkowało seryjnie wykonywanymi rzutami rożnymi i stałym zagrożeniem pod bramką Łukasza Budziłka. Mimo tak wyraźnej przewagi optycznej gospodarzy, to goście jako pierwsi zadali skuteczny cios, wykorzystując swoją premierową okazję do wyjścia z kontratakiem.
W 11. minucie gry Jakub Myszor przeprowadził dynamiczną akcję prawym skrzydłem, po czym precyzyjnie dograł piłkę w pole karne do Branislava Spacila. Słowak zachował zimną krew, ogrywając obrońcę Darijo Grujcicia i pewnym strzałem pokonał Patryka Letkiewicza, uciszając na moment trybuny w Krakowie. Bramka ta była klasycznym przykładem skuteczności Górnika, który potrafił przetrwać oblężenie własnej bramki, by przy pierwszej nadarzającej się sposobności objąć prowadzenie w meczu.
Festiwal bramek przed przerwą i skuteczny pościg za wynikiem
Odpowiedź „Białej Gwiazdy” była niezwykle szybka i efektowna, co przywróciło wiarę w końcowy sukces wśród sympatyków gospodarzy. W 19. minucie James Igbekeme przejął futbolówkę w środku pola i podał do Frederico Duarte, który zdecydował się na atomowe uderzenie z dystansu. Piłka uderzona z około 30 metrów wpadła do siatki tuż przy słupku, nie dając bramkarzowi żadnych szans na interwencję. Radość z wyrównania nie trwała jednak długo, gdyż po zmarnowanej „setce” Angela Rodado, Górnik ponownie wyszedł na prowadzenie w 29. minucie po celnej główce Mateusza Hołowni.
Wisła nie zamierzała się poddawać i jeszcze przed udaniem się do szatni zdołała nie tylko wyrównać, ale i objąć prowadzenie, którego nie oddała już do końca spotkania. Najpierw w 37. minucie Julius Ertlthaler sprytnie rozegrał rzut wolny, podając do Marko Bozicia, który obrócił się z piłką i trafił przy bliższym słupku. Zaledwie cztery minuty później sam Ertlthaler wpisał się na listę strzelców, popisując się precyzyjnym uderzeniem z dystansu, które ustaliło wynik spotkania na 3:2. Ta niezwykle intensywna faza meczu pokazała siłę charakteru lidera, który potrafił błyskawicznie reagować na błędy własnej defensywy.
Stabilizacja gry w drugiej połowie oraz uraz kluczowego snajpera
Po zmianie stron tempo spotkania nieco spadło, a Wisła skupiła się przede wszystkim na mądrym zarządzaniu wypracowaną przewagą i kontrolowaniu boiskowych wydarzeń. Choć krakowianie nadal posiadali optyczną przewagę i gościli pod bramką rywali, w ich akcjach brakowało ostatniego, precyzyjnego podania, które pozwoliłoby definitywnie zamknąć mecz czwartym golem. Górnik Łęczna z kolei próbował szukać swoich szans w ataku pozycyjnym, jednak ich próby ofensywne były skutecznie rozbijane przez coraz pewniej grającą linię obrony gospodarzy.
Końcowy sukces został jednak okupiony poważnym zmartwieniem dla sztabu szkoleniowego i kibiców Wisły Kraków. W ostatnich minutach pojedynku groźnie wyglądającej kontuzji doznał Angel Rodado, który po nieszczęśliwym upadku na murawę nie był w stanie kontynuować gry i musiał zostać zmieniony. Na ten moment nie podano jeszcze oficjalnej diagnozy dotyczącej stanu zdrowia hiszpańskiego snajpera, jednak jego ewentualna dłuższa absencja byłaby ogromnym osłabieniem dla zespołu walczącego o utrzymanie pozycji lidera. Mimo tego incydentu, wiślacy dowieźli korzystny rezultat do końca, dopisując do swojego dorobku trzy niezwykle cenne punkty.
Wisła Kraków - Górnik Łęczna 3:2 (3:2)
Bramki:
0:1 Spacil,
1:1 Duarte 19,
1:2 Hołowania 29,
2:2 Bozić 37,
3:2 Ertlthaler 41.
Wisła: Letkiewicz - Giger, W. Biedrzycki (61 Uryga), Grujcić, Lelieveld (90 Krzyżanowsk) – Duda (82 Carbo), Igbekeme – Duarte (82 Kuziemka), Ertlthaler, Bozić – Rodado (90 Omić).
Górnik: Budziłek - Nowogoński, Kruk (72 Szabaciuk), Gucek, Jaroszyński, Hołownia (B. Biedrzycki) - Orlik, Deja, Kryeziu (62 Ahmedov), Myszor (62 Paryzek) - Spacil (46 Janaszek).
Sędziował: Piotr Urban (Warszawa).
Żółte kartki: Rodado - B. Biedrzycki.
Widzów: 23 630.

Napisz komentarz
Komentarze