Finałowy skok Polaka na odległość 138,5 metra wprawił kibiców w euforię i pozwolił mu wyprzedzić mocnego Austriaka Jana Hoerla o 4,3 punktu. Choć złoty medal wywalczył niesamowity Domen Prevc, który znokautował rywali skokiem na 141,5 metra, a srebro przypadło prowadzącemu na półmetku Renowi Nikaido, to postawa Tomasiaka jest największym polskim sukcesem tych igrzysk. Młody skoczek pokazał stalowe nerwy, udowadniając, że mimo słabszych sesji treningowych potrafi zmobilizować się w najważniejszym momencie sezonu.
Wielki powrót mistrzów i olimpijskie fatum faworytów w Predazzo
Konkurs na dużej skoczni tradycyjnie uznawany jest za mniej nieprzewidywalny niż zmagania na mniejszych obiektach, co potwierdziły wyniki zawodników z czołówki. Do panteonu wielkich mistrzów XXI wieku, takich jak Simon Ammann, Thomas Morgenstern czy Kamil Stoch, dołączył Domen Prevc, który swoją dyspozycję sygnalizował już podczas sesji treningowych. Słoweniec w finałowej rundzie odrobił siedmiopunktową stratę do Rena Nikaido, wykonując potężny skok, który pozbawił Japończyka złudzeń o tytule mistrzowskim.
Ren Nikaido, który po pierwszej serii prowadził zdecydowanie po locie na 140. metr, musiał zadowolić się srebrnym krążkiem, co i tak czyni go jednym z największych bohaterów igrzysk po wcześniejszym brązie na skoczni normalnej. Zawody pokazały również przebudzenie faworytów, którzy zawiedli na mniejszym obiekcie – Jan Hoerl oraz Ryoyu Kobayashi (11. po pierwszej serii) zanotowali znaczne awanse w finale. To właśnie Kobayashi swoim skokiem na 138,5 metra jako pierwszy rzucił wyzwanie czołowej dziesiątce, zmuszając rywali do ekstremalnego wysiłku.
Ostatni akord legendy i solidna postawa biało-czerwonych
Dla Kamila Stocha konkurs na dużej skoczni w Predazzo był prawdopodobnie ostatnim indywidualnym występem na igrzyskach olimpijskich w karierze. Trzykrotny mistrz olimpijski, mimo bardzo obiecujących treningów i świetnej znajomości obiektu, nie zdołał włączyć się do walki o czołowe lokaty, zajmując 19. miejsce po pierwszej serii (126,5 m). Choć w finale poprawił się, osiągając 131,5 metra, nie wystarczyło to do utrzymania pozycji w czołowej dwudziestce, co symbolicznie kończy pewną epokę w polskich skokach.
Bardzo solidnie zaprezentował się natomiast Paweł Wąsek, który potwierdził, że jest obecnie ważnym ogniwem polskiej drużyny. W pierwszej serii skoczył 129,5 metra z obniżonego rozbiegu, co dało mu wysoką, 12. lokatę, a ostatecznie ukończył rywalizację na 14. miejscu po skoku na 130 metrów w drugiej rundzie. Wyniki te stawiają Wąska w roli faworyta do występu w konkursie duetów, biorąc pod uwagę stabilność jego skoków i wysoką formę prezentowaną przez całe igrzyska w Predazzo.

Napisz komentarz
Komentarze